Relacja Ani-Bani, która brała udział w sobotnim etapie „III Sprzątania Nidy”.
Z pamiętnika Młodej Kajakarki:
Ach co to był za spływ!
W sobotni poranek, subtelnie określany jako „rześki” grupa 27 miłośników spływów kajakowych, którym nie obojętna jest czystość naszej planety, rozpoczęła akcje „Sprzątanie Nidy 2012”.
Tradycyjnie, nie obyło się bez spóźnialskich ale przecież ogólnie wiadomo jest, że z Buska do Chrobrza blisko nie jest
Cechą wyróżniającą ten spływ był fakt, iż każdy z uczestników dostał swój kajaczek, a za pasażera worki na śmieci. Tym razem udało się zapewnić wszystkim – bez wyjątku - kajaki płynące przodem do nurtu rzeki. Na uwagę zasługuje również element „lansu i dobrego wyglądu”. Wojskowa odzież przeciwchemiczna stanowiąca połączenie spodni i butów, w założeniu nieprzemakalna, wzbudzała ogólna zazdrość nie wspominając o przepięknych gumowych różowych rękawiczkach zakończonych subtelną koronka i sznurem najprawdziwszych pereł, które to, szczególnie na męskich dłoniach prezentowały się uroczo, a kończąc na najbardziej przydatnych – różowych gumiaczkach najmłodszej uczestniczki spływu, które to jako jedyne okazały się w pełni nieprzemakalne. I tak w pełnej gotowości rozpoczęliśmy akcje. Tylko w sercach nowicjuszy budziła się obawa, ze jako startujący na końcu, żadne śmieci im się już nie ostaną, ale uspokajające słowa Stryja, iż śmieci starczy dla wszystkich wlały w serca te nadzieje.
Wyławianiu różnych różności nie było końca. Plastikowe butelki, słoiki, konserwy, buty, szampony, zestawy leków, test ciążowy tylko na niedoświadczonych robiły wrażenie. Tu gra toczyła się o wyższą stawkę! Linoleum, telewizor, metalowa balia, śpiwór – wzbudzały ogólny szacunek pozostałych uczestników. Powstał nawet projekt aranżacji nie jednego wnętrza. Grupa usilnie starała się również skompletować choćby jedna pełną parę obuwia, ale najwyraźniej, w tym sezonie modne było chodzenie tylko w prawym bucie , co w pełni uzasadnia tak liczna obecność lewych butów w nurcie rzeki. Zaciekłości oraz poświeceniu w wynajdywaniu nadnidziańskich ciał obcych nie było końca. Dochodziło nawet do aktów abordażu i przejęcia cudzych śmieci. Koledzy Maciej i Alan połączyli swe siły i kajaki przeznaczając jeden z nich na istny kontener odpadów – marzenie niejednego złomiarza.
Na koniec sobotniego dnia przyroda, za wszelki trud, nagrodziła nas przepięknym zachodem słońca, co w jesiennej scenerii rzeki uwydatniło jeszcze bardziej jej piękno.
No cóż, jeszcze nigdy tak niewielu, nie uzbierało tak wiele z tak niewielkiej rzeczki.
Nida to wcale nie taka niewielka rzeczka - ma 151,2 km długości - to tylko o 5 km mniej niż cała długość szlaków pieszych będących pod opieką naszego Oddziału - przyp. Komandora :-)
Ania Dowgier